XVIII – O ostatniej sobocie na Wyspach
2010-04-16 18:58:52

 

How’s Poland, Magda? – Susan

 

W ostatnią sobotę, niemal tydzień temu, polska polityka została rozszarpana na strzępy, a kryzysowe alarmy rozdzwoniły się, gdzie tylko da. Polskie sieci komórkowe przeżyły obciążenie równe sylwestrowemu, a tysiące skacowanych, oszołomionych obywateli w ostatnim odruchu obronnym włączyło TVN24 i nie wyłączyło go przez kilka kolejnych godzin. Od tamtej pory trwa maraton muzyki poważnej w radiach, porównań tego, owszem, tragicznego wypadku z coraz to kolejnymi ludobójstwami i wywieszania czarnych wstążek gdzie się da. Nie ma co się dziwić: nie żyje prezydent, dotychczasowi dowódcy wojskowi, szef NBP, czołówka polityczna największych polski partii opozycyjnych, głowy Rodzin Katyńskich – co ja zresztą będę wymieniać, lista jest powszechnie dostępna. Wypadek niespodziewany, tragiczny i naprawdę znamienny. Arena polityczna kraju, może nie przesadnie znaczącego, ale jednak dużego i o strategicznym położeniu, zmieni się kompletnie.

Właściwie tylko dlatego zakładałam, że kogoś to tutaj będzie obchodzić.

Wróciłam na Wyspy w środę. Dnia następnego poszłam na wykłady przygotowana na choćby symboliczne pytania o to, co się dzieje w moim kraju – no bo gdzie jak gdzie, ale na dziennikarstwie ktoś się mógł zainteresować. Nawet z punktu widzenia odizolowanych Wysp wydarzenie jest znaczące, zwłaszcza biorąc pod uwagę nadchodzące tu wybory i liczbę Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii.

Za przykład podczas wykładu na temat grup docelowych przysłużył – o, ironio – wypadek samolotu w Rosji. To stary przykład, pamiętam go jeszcze z października. Gdy na tablicy wyskoczył slajd z nim, wykładowca – głowa wydziału, dziennikarz od czterech dekad, mający na koncie pracę między innymi dla The Independent – zmarszczył brwi i rzucił, że chyba coś podobnego stało się w zeszłym tygodniu. Odwrócił się w moją stronę i spytał, kto tam właściwie zginął: prezydent czy premier?

Nie muszę chyba dodawać, że żaden student nic o niczym nie słyszał. Mniejsza o całą resztę: ale grupa z dziennikarstwa zdołała mnie zaskoczyć. Podobnie zresztą się miała grupa z PRu, chociaż w tym wypadku sytuacja wyglądała inaczej, jeżeli chodzi o wykładowcę. Susan – opiekunka kierunku PR, była dziennikarka – wiedziała o co chodzi, zadała kilka zdawkowych pytań i skwitowała rozmowę wnioskiem, że nie tylko naziści robili gówniane rzeczy podczas wojny.

Natomiast miłym zaskoczeniem był e-mail od dziekana z kondolencjami i zapewnieniem, że w razie ciężkiej depresji mogę się zgłosić do student suport, do PAT albo nawet i do dziekanatu. Nie zdziwiłabym się, jakby inicjatorką tej wiadomości (wysłanej do wszystkich Polaków związanych z uniwerkiem), byłaby… Susan, odpowiedzialna za PR uczelni.

Tagi: tubylcy

skomentuj (0)

księga gości

Ci i tamci
Vanilla Sky
Team America
Californication
La vida secreta de las palabras
Inland Empire
Little Miss Sunshine
Trois couleurs: Blanc
Trois couleurs: Bleu

Tu i ówdzie
Cinema Paradiso
Alice in Wonderland
Coffee and cigarettes
Vanishing point

2010
kwiecień
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik